Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reggae. Pokaż wszystkie posty
Vavamuffin @ Kub Żaczek
Pierwszy dzień żaczkowskich juwenaliów to też zespół Vavamuffin. Zagrali jako drudzy, ale jak się okazało był to najlepszy koncert tego dnia
Dlaczego? Bo Paprika zagrała słabo, bez energii jakoś, a Indios Bravos strasznie zamulali. Widziałem już kilka razy wszystkie te zespoły i wiem, że stać je na lepsze koncerty. Szczególnie Indiosów, bo zdania nie zmienię, że Paprika nadaje się tylko na małe klubowe koncerty. Tam brzmią najlepiej i najlepiej się sprawdzają...
Indios Bravos @ Żaczek (Juwenalia 2012)
Juwenalia Krakowskie 2012 trwają już od kilku dni, ale koncerty w Żaczku rozpoczęły się dopiero wczoraj (15 maja). Mam zdjęcia z pierwszego dnia... zadowolony nie jestem. Świetlik zepsuł mi całą zabawę :)
Zaczęło się bardzo spokojnie (pomijając przygotowania w samym klubie, gdzie zapieprz był... oj był!). Na samym początku ludzi może nie było dużo, ale później zaczęło się robić dość tłoczno.
Marsz Wyzwolenia Konopii 2011
Za nami Marsz Wyzwolenia Konopii 2011. Jak co roku kilka tysięcy fanów konopii spotkało się pod Pałacem Kultury. Pod spodem notatka z oficjalnego Fanpage'a Marszu.
W tej chwili chcielibyśmy szybko sprostować kilka opinii i relacji z Marszu, które mogą zrodzić kolejne mity i plotki. Jest kilka kwestii, które wymagają wyśnienia i te od razu opisujemy.
Wandalizm i dresiartwo na Marszu, Policja
Policja w dniu Marszu wykazała się dużym sprytem w dążeniu do zablokowania Manifestacji i prawie jej to się udało. Marszu nie zablokowali, ale badzo mocno pokrzyżowali plany organizatorom Marszu warszawskiego.
Sobota godz. 12 - ok 30 osób kończy dekorować 6 wielgachny lawet ciągnących przez duże ciągniki (TIR'y), pakuje plecaki i rusza pod PKiN. godz. 13.30 podjeżdża 8 radiowozów z Ober Psem na czele i zaczynają komunikować nam, że te wozy nie wyjadą. W pierwszej chwili nikt poważnie nie traktował ich gadek, ale jak wyjechał pierwszy TIR, okazało się, że policja ma sposób, rozpoczęto kontrolę techniczną pojazdu. Wiadomo, w tak dużym samochodzie i lawecie zawsze coś się znajdzie. Samochód nie pojechał, kierowcy został odebrany dowód rejestracyjny i wlepiony mandat. Operację powtórzono ponownie, kiedy wyjechał z parkingu drugi TIR. Kolejne 4 nie ryzykowały, tym bardziej, że Ober Pies nieoficjalnie powiedział nam prosto w twarz, że on dostał przykaz odgórny i żaden TIR stąd dziś nie wyjedzie, ma rozkaz przyczepić się do czegokolwiek, byle zablokować wyjazd tych wozów, np. brak zbieżności bieżnika w oponach samochodu. Jeszcze tego samego dnia Policja udzielając informacji mediom, bezczelnie powiedziała, że przecież oni jedynie dwa samochody zatrzymali! Nam wmawiali, że to dla bezpieczeństwa osób, które miałyby jechać na platformach!Policja zepsuła ten Marsz. Miało być jak na paradzie, 6 udekorowanych platform, 6 sound systemów muzycznych, Palikot na swojej platformie, WK na swojej itd. Nie wyszło, ale nie mogliśmy pozwolić na to, żeby Policja zablokowała nasz Marsz w ogóle! Rzutem na taśmę udało się zorganizować Busa, który niemalże w trakcie jazdy pod PKiN montowaliśmy, żeby był jakikolwiek dźwięk i manifa ruszyła. Jak nie ma muzyki, nie ma tych wozów, ludzie, Ci bez dużego ilorazu inteligencji, zaczynają najwyraźniej nudzić się i zaczyna się zachowywać, tak jak na stadionie, ponieważ nie znają żadnych innych wzorców zachowań w tłumie! Nie chodzą na pikniki, nie chodzą na parady, chodzą tylko na stadiony. Ten incydentalny wandalizm na Dobrej był wynikiem: prowokacji policji, znudzenia manifestantów dresiarzy, mocnego zmęczenia alkoholem. Dresiarstwo i okrzyki rodem ze stadionu.
Można zwalić całą odpowiedzialność na okoliczności i powiedzieć, to nie nasza wina. Można stanąć z boku i z perspektywy oceniać, że Marsz WK w tym roku był zbyt wulgarny, tyle, że to nie jest żadna analiza, tylko zwykła pospolita ocena. Najprościej jest przecież krytykować. Naszym zdaniem obraz tego rocznego Marszu wynika z kilku czynników. Po pierwsze, Policja która zablokowała nam lawety zasługiwała na takie potraktowanie, ich zachowanie, o których poinformowaliśmy dwa razy jeszcze przed startem Marszu, mogło zrodzić taką agresję w stosunku do Policji. Po drugie jak się głębiej zastanowimy nad tym, kto ma ochotę manifestować, tak w ogóle, to dojdziemy do wniosku, że głównie te osoby, które mają największe problemy z prawem i policją w kontekście posiadania marihuany. Czy jeden laluś, maminsynek, yappiszon, czy banan może mieć problem z policją, raczej nie. Czy przychodzą na Marsz w związku z tym, NIE! Co najwyżej popatrzą z boku, pomachają i stwierdzą, że popierają, ale żeby przejść z nami te 6,5 km, to już niekoniecznie! Potem tylko piszą artykuły, że ich dresiartwo razi w oczy, ale żeby samemu przejść trasę Marszu i zmienić wizerunek ludzi biorących w nim udział, to już nie bardzo! Po trzecie - ciągła konfrontacja z urzędami i policją rodzą takie skutki. WK, a szczególnie jej dwóch najważniejszych ........... , których tu nie będę wymieniał, od roku tak budują ten Ruch, na wiecznej konfrontacji, to jest tzw. terroryzm urzędniczo - administracyjny. Na tegorocznym Marszu widzieliśmy skutki takiej polityki.
A tutaj zdjęcia:
Z samego przejścia pod sejm zdjęć nie mam, nie było czasu. Radio czekało. Wrażenia z Marszu zostawiam Wam. Ja tylko strzelałem.
Kto: Marsz Wyzwolenia Konopii 2011
Kiedy: 28 maja 2011
Gdzie: Śródmieście (Warszawa)
Juwenalia 2011 (UW): Mesajah
Znowu Agrykola, tym razem jednak pod przewodnictwem Uniwersytety Warszawskiego. Był to trzeci dzień Juwenaliów tej uczelni (pierwsze dwa to 6-7 maja). Sześć różnych zespołów zabawiało setki, jak nie tysiące pijanych studentów. Czyli standardowo.
Pierwszym zespołem, który zagrał około godziny 16:00 był Skwar, a drugim Neony. Niestety nie mogłem wtedy być na Agrykoli. Nie wiem nawet jak im poszło. Ale około 18:20 zaczął Mesajah i sądząc po reakcji publiczności był to bardzo dobry koncert. Mi też się podobał, bo chłopaki grają bardzo przyjemne dla ucha, bujające reggae.
Kilku fanów Legii nawet się przyplątało. Może pod sceną o tej porze jeszcze mało ludzi, ale to nie przeszkadzało pozostałym dobrze się bawić.
Kto: Mesajah
Kiedy: 21 maja 2011
Gdzie: Agrykola (Warszawa)
StarGuardMuffin

Bednarkomania w Polsce osiągnęła punkt krytyczny. Musiało to się skończyć wielką ilością koncertów w całym kraju. Na Warszawę też padło i dzisiaj StarGuardMuffin wystąpił w stołecznym klubie Palladium.
Tak jak przewidywałem - tłumy fanek i fanów z całej stolicy ściągnęły w czwartkowy wieczór do klubu Palladium. Tylu ludzi w tym klubie jeszcze nie widziałem, a byłem tam już dużo razy. Było ciasno, owszem, ale żebym nie mógł się dostać normalną drogą do fosy... Sala pękała w szwach, a ja właziłem cały czas bocznym wejściem, w którym nawet minąłem sławnego Kamila Bednarka. Nie, nie miałem gęsiej skórki.
Tak czy inaczej koncert zaczął się o 19:20 (ech, widok wielkiej kolejki sięgającej pasażu Wiecha jeszcze przed 19:00 był taki... uroczy). Na początku krótkim setem przywitał zebrane w sali baranki Bednarka zespół Raggafaya. Koncert w sam raz na support. Gwiazdami nie są i pewnie nigdy nie będą, ale jako tak zwany rozgrzewacz byli nieźli. Rozpocili całe te tłumy gorących nastolatek. Właśnie, co do frekwencji... nastolatki w wieku 14-17 lat w rodzaju żeńskim zdecydowanie przeważały, ale można było spotkać też kilkuletnie dzieciaki z rodzicami, starsze panie i nawet kilku panów w sędziwym wieku. Ogólne przemieszanie wiekowe.
Gdzieś po 20:00 na scenę weszli długo oklaskiwani (taaa, już na początku) i wyczekiwani StarGuardMuffin. W tym momencie zacząłem żałować, że nie włożyłem stoperów do uszu. Pisk, krzyk, wrzawa - tak można opisać wrażenia słuchowe po wejściu Kamila na scenę.
Byłem bardzo ciekawy co to ten "Bednarek i koledzy". Po kilku minutach i kilkunastu, może kilkudziesięciu strzałach w stronę Kamila i kapeli doszedłem do wniosku, że chłopaki chorują na "Zespół Biebera". Większość ich uwielbia, reszta nienawidzi, a ci pozostali to ochroniarze. Kamil to właśnie taki Justin Bieber polskiej sceny. Niby głos ma niezły (trzeba przyznać), niby koncerty robi bardzo interaktywne z publicznością (ale mi nie podobały się hasła "Lubicie podróżeeee?", "Macie przyjaciółłłłł?", czy "Zielooona podróóóóż! Jeee!" - co my w Disneylandzie jesteśmy?), kapela rżnie nawet znośne riffy, ale... nie czuć tej muzyki. Myślałem, że reggae to muzyka płynąca z serca, a nie z TVN'u.
Piszę dlatego takie niepochlebne słowa, bo po burzy bednarkowej spodziewałem się naprawdę czegoś co skopie mi tyłek. A tu dupa... A to pomasowało, pomasowało i zostawiło cholerny niedosyt. Zresztą to tylko moje zdanie, którego nie musicie podzielać. Nawet w komentarzach mi możecie "pohejtować".
A tu zdjęcia:






Aaaa... No i dostali piękną platynę. To jedyna rzecz, która błyszczała tego "pięknego" wieczoru.





I współczuję tym, którzy zaczęli słuchać reggae od Bednarka, a o nazwiskach takich jak Marley, czy Tosh tylko czytali. :)
Mimo wszystko miło było powrócić do fosy (co prawda dziwnej, bo fosiarze robili zdjęcia praktycznie tylko tłumowi. Jedyny który dzielnie trwał na swoim stołeczku przed Bednarkiem był Artur R. :] ) ale zawsze fosy!
Kto: StarGuardMuffin
Kiedy: 13 stycznia 2011
Gdzie: Palladium (Warszawa)


