Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powiększenie. Pokaż wszystkie posty
Kim Nowak
Pierwszy występ nowego projektu Fisza i Emade. Do współpracy zaprosili jeszcze Michała Sobolewskiego i tak powstał Kim Nowak.
Panowie zagrali w warszawskim Powiększeniu. Dzień wcześniej w siedzibie Universal Music Polska udzielili mi wywiadu, który można przeczytać tutaj. Sam koncert można określić jako "wielki powrót lat 60-ych". Było głośno, brudno i niesamowicie.
Główną atrakcją był Michał Sobolewski, który ze swoich gitar (dwa Gibsony SG i Fender Stratocaster) wykrzesał iście hendrixowskie riffy. Przesterowane i ostre dźwięki wspaniale wtapiały się w mocne uderzenia w bębny, przy których siedział Emade. Wszystko dopełniał niskimi nutami gitary basowej i swoim wokalem Fisz. Razem brzmieli jak (zacytuję Fisza) "lepiej zagrana próba". Tak jak sobie zaplanowali.
Zagrana została cała płyta, łącznie ze wspaniałym Szczurem, który powala świetnym riffem. Były też krótkie i dłuższe przerwy instrumentalne, w czasie których gitarzyści albo się stroili, albo dogrywali do bębnów, albo odpoczywali... A że koncert miał niesamowitą moc, było się czym zmęczyć.
Oceną mogła być tylko reakcja publiczności... Po każdym kawałku nagradzała braci Waglewskich i Michała Sobolewskiego wielkimi brawami, okrzykami i nie sądzę, żeby miała dość ponad godzinnego koncertu.
Energia, moc hendrixowskiej gitary zmieszana ze starym, ponad czterdziestoletnim rockiem, wrzaski, przebijająca płuca perkusja i dynamika (mimo małej przestrzeni). Tak w skrócie można podsumować pierwszy koncert zespołu Kim Nowak.
Kto będzie miał okazję ich usłyszeć na żywo... Polecam. Nie ma się nad czym zastanawiać.
PS. Pozdrowienia dla koleżanki polonistki, z którą przed koncertem toczyłem zaciekłą rozmowę o tekstach w polskiej muzyce... i nie tylko ;P
Kim Nowak, Powiększenie (Warszawa), 19 maja 2010
Dagadana

W poniedziałkowy wieczór zawiało wschodem. W warszawskim Powiększeniu kilkanaście minut po godzinie dwudziestej zagrał zespół Dagadana.
Spektakl muzyczny był polsko-ukraińską mieszanką folku, jazzu i elektroniki. Zespół to trio, ale w ten wieczór zagrali w czwórkę, a potem nawet w więcej osób.

Na pierwszy plan wysuwał się Mikołaj Pospieszalski z "tych Pospieszalskich". Wielki kontrabas, a potem gitara basowa wybijały się niskimi dźwiękami w powiększeniową przestrzeń.


Pozostała część Dagadany, czyli Dana Vynnytska (wokal, klawisze) i Daga Gregorowicz (wokal, elektronika)- od których imion powstała nazwa zespołu - wspaniale operowały zarówno swoimi głosami jak i instrumentami, na których grały.


Pod koniec koncertu jako niespodzianka na scenę wszedł wokalista Afrokolektywu i zaśpiewał jeden utwór. Razem brzmieli zadziwiająco dobrze.

Koncert tego zespołu to ciekawe nie tylko wizualnie i słuchowo wydarzenie. Każdy mógł zostać członkiem zespołu podczas utworu, do którego Trio zaprosiło osoby z publiczności. Ludzie, którzy weszli na scenę dostali najróżniejsze przeszkadzajki. Było też dużo balonów, które swoim dźwiękiem (pocierania gumą o rękę) dopełniały małej kakofonii dźwięków.

Koncert zaliczam do bardzo udanych. Miło się słuchało, oglądało i uczestniczyło w czymś bardzo ciekawym. Muzyka była czysta technicznie i "mądrze" skomponowana. Mała sala Powiększenia dodawała klimatu, a ludzie bawili się doskonale. Powtórka jak najbardziej wskazana!



Dagadana, 29 marca 2010, Powiększenie.
Contemporary Noise Sextet

Cała Polska odczuła ciepły powiew wiosny, ale w warszawskim Powiększeniu było naprawdę gorąco. W sobotni wieczór, kilkanaście minut po godzinie 20:00 na scenie swoim emocjom dał upust Contemporary Noise Sextet.
Mała sala wypełniona była po brzegi. Tuż przed sceną ledwo można było usiąść na podłodze i spokojnie oddać się muzyce. Słabe oświetlenie dodawało klimatu jazzowym wariacjom, a ludziom, którzy zachwyceni byli koncertem, miło łechtało oczy. Przekrój wiekowy leżał gdzieś pomiędzy studentami a ludźmi tuż po zakończeniu nauki. Nie zabrakło też ludzi nieco starszych. Młodzieży szkolnej niestety brak, ale może to i dobrze. Nie każdy jest gotowy na jazz.

Sam zespół sprawiał wrażenie jakby każdy z członków odlatywał w inną stronę. Wszyscy dali się ponieść muzyce... odpadali. Nie było momentu bez skupienia, emocji na twarzy i kunsztu muzycznego.

Wspaniałe utwory, które wypełniały Powiększenie, wpadały jednym uchem, rozsadzały mózg od środka i niczym pociski wylatywały drugim uchem robiąc przy okazji z czaszki sito. Jazz w najlepszym wydaniu. Polski jazz...
Chyba każdy był pod wrażeniem umiejętności sekcji dętej. Zarówno Tomek Glazik (saksofon) jak i Wojtek Jachna (trąbka) z każdym dźwiękiem udowadniali, że są jednymi z najlepszych w kraju. Kuba Kapsa (klawisze) przez cały koncert pokazywał, że świetnie się bawi grą, a muzyka rozciągała jego usta w wielki uśmiech.


Za perkusją zasiadł Bartek Kapsa i nikt nie powie, że tylko "walił w gary". Za jego sprawą cały zestaw żył własnym życiem.
Ze strunami zmagali się Kamil Pater (gitara) i Patryk Węcławek (kontrabas, bass). Genialnie dopasowywali się do całości i współtworzyli to małe-wielkie przedstawienie.

Podsumowując stwierdzić mogę, że nie żałuję ani chwili spędzonej na koncercie. Za szybko minęło te 1,5 godziny. Chociaż zespół zagrał bis to i tak za krótko jak na jeden wieczór. Mam nadzieję, że takich wydarzeń będzie więcej.



I uwielbiam Powiększenie za to światło. Miazga.
Klub "Powiększenie". Warszawa, 20 marca 2010.


