Juwenalia 2011 (UW): Mesajah



Znowu Agrykola, tym razem jednak pod przewodnictwem Uniwersytety Warszawskiego. Był to trzeci dzień Juwenaliów tej uczelni (pierwsze dwa to 6-7 maja). Sześć różnych zespołów zabawiało setki, jak nie tysiące pijanych studentów. Czyli standardowo.

Pierwszym zespołem, który zagrał około godziny 16:00 był Skwar, a drugim Neony. Niestety nie mogłem wtedy być na Agrykoli. Nie wiem nawet jak im poszło. Ale około 18:20 zaczął Mesajah i sądząc po reakcji publiczności był to bardzo dobry koncert. Mi też się podobał, bo chłopaki grają bardzo przyjemne dla ucha, bujające reggae.


























Kilku fanów Legii nawet się przyplątało. Może pod sceną o tej porze jeszcze mało ludzi, ale to nie przeszkadzało pozostałym dobrze się bawić.


Kto: Mesajah
Kiedy: 21 maja 2011
Gdzie: Agrykola (Warszawa)





niedziela, 22 maja 2011
Posted by Cochise

VoiVod, Tenebris, Fanthrash



Klasyka mocnego grania, czyli VoiVod w Progresji. Panowie dali radę - było mocno i tak jak sobie wyobrażałem, ale... egipskie ciemności zepsuły zabawę

Zaczęło się jednak od występu kapeli Fanthrash, która jakoś szczególnie mnie nie zachwyciła. Może dlatego, że wielkim fanem darcia mordy growlem do mikrofonu nie jestem. Po prostu zagrali. Zresztą pod sceną wielu fanów to nie mieli.
















Ale podczas tego koncertu przynajmniej miejscami pojawiało się jakiekolwiek światło. Następnie grupa, która bardziej przypadła mi do gustu, czyli Tenebris. Grali wyłącznie instrumentalnie (na początku gitarzysta powiedział, że "dzisiaj śpiewał nie będę", więc może byłoby ciekawiej z wokalem). Muzyka zdecydowanie godna polecenia. Dupy nie urwie, ale miło połechce.








No i czas na gwiazdę wieczoru - osławiony VoiVod. Panowie zagrali mocno, z energią i można powiedzieć, że rządzili w Progresji. Jeżeli ktoś jeszcze nie widział ich na żywo to nie ma na co czekać! Setlisty na razie nie podam, ale była bardzo podobna do tych na koncertach w Czechach, czy Chorwacji. Jedyne co mnie bardzo bolało to wielkie ciemności. Jak widziałem koledzy z fosy ustrzelili całkiem niezłe fotki, a mi zabrakło i szczęścia i jasnych szkieł i pewnie jeszcze wielu rzeczy. Ale w końcu nie było mnie w fosie 2 miesiące... Bywa.














Muzycznie zdecydowanie na tak, zdjęciowo... nie.
W każdym razie koncert zaliczam do tych lepszych ;]


Kto: VoiVod
Kiedy: 15 maja 2011
Gdzie: Progresja (Warszawa)





poniedziałek, 16 maja 2011
Posted by Cochise

Black Label Society



Jako wielki fan Zakka nie mogę napisać inaczej, niż to, że koncert w Stodole był jednym z lepszych na jakich byłem. Mimo ogromnego tłoku i ścisku w fosie dzień był idealny pod każdym względem.

Zaczął się o 12:00 w pewnym hotelu w Warszawie. Spotkanie z Zakkiem, wywiad. Krótki, bo na tyle mi pozwoliło Metal Mind, ale rozmowa z Bogiem była świetna. Zapewne pojawi się niedługo gdzieś na youtube. Wylde nie był może zbyt rozmowny, ale tryskał humorem i bardzo miło nam się rozmawiało.

A wieczorem koncert.

W fosie kilkunastu fotografów, jak zawsze te same, znane twarze. Z tym, że w tym dniu pojawili się chyba wszyscy. Ścisk, bieganina, trudno było znaleźć dogodne miejsce do strzału.

Zakk wyłonił się zza wielkiej, czarnej płachty, która na początku rozciągała się przed całą sceną. No i zaczął... Włosy latały wszędzie, gitara aż się paliła. Niesamowity widok jak się stoi kilka metrów od idola. Jeszcze lepsze było uściśnięcie mu dłoni kilka godzin wcześniej.

Wszystko było świetnie zagrane, scena wyglądała potężnie (jak rzadko w Stodole), a Zakk miotał się po niej z każdą nutą coraz bardziej. Nie wiem tylko czy zagrali "Born to Lose", bo musiałem w pewnym momencie obejść Stodołę dookoła, ale był "Suicide Messiah", "Stillborn" i "In This River". Chociaż ten ostatni mnie trochę rozczarował, bo liczyłem na show jak to z Paryża, gdzie Zakk zagrał na początku 3-minutowe solo, a pod koniec utworu zagrał z gitarą za głową, ale... Na ścianie Marshalli (najpiękniejszy widok dla gitarzysty) wyświetlony był portret Dimebaga Darrella, a Bóg zagrał na kalwiszach. Zrekompensował mi to późniejszym 7-minutowym solo.

Można się przyczepić tylko do nagłośnienia, bo prawie nie słyszałem wokalu i wielkiego ścisku. Kolejka przed wejściem do klubu też była spora.

Ale to był i tak jeden z najlepszych dni mojego życia!



To z samego rana, a koncert:












































A teraz muszę się zastanowić co właściwie się stało przez te 12 godzin :)

Kto: Black Label Society
Kiedy: 9 marca 2011
Gdzie: Stodoła (Warszawa)







czwartek, 10 marca 2011
Posted by Cochise

Popular Post

Blogger templates

Paweł "Cochise" Kociszewski. Fotografia koncertowa/muzyczna. Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Flickr

- Copyright © FotoFosa -Metrominimalist- Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -